W Polsce konto w banku ma 78 proc. dorosłej populacji. W porównaniu do innych krajów Unii Europejskiej wypadamy blado. Za nami jest tylko kilka państw (w tym teoretycznie najbiedniejsze Rumunia i Bułgaria). Z czego to wynika?
Na pewno część winy leży w dość krótkim okresie kapitalizmu, który obowiązuje u nas od 21 lat, przy czym wielu komentatorów i znawców tematu lata 90. określa mianem dzikiego kapitalizmu . Dopiero po 2000 roku doczekaliśmy się standardów, które pozwalają się nam porównywać do krajów z zachodu Europy.
Kilkadziesiąt lat socjalistycznego zapóźnienia pozostawiło ślad w naszej mentalności. Wciąż wiele osób woli rozliczać się gotówką z ręki do ręki (w niektórych firmach tak wypłaca się jeszcze wynagrodzenie). Brakuje placówek w małych miejscowościach i na wsiach. Pod względem nasycenia rynku (liczba oddziałów na 1000 mieszkańców) wypadamy przeciętnie.
Swoje robi też brak powszechnego internetu. Dzisiaj większość młodego pokolenia ma darmowe konto z dostępem przez internet i właśnie za pośrednictwem sieci realizuje wszelakie płatności, gdyż jest to tańsze, wygodniejsze, szybsze i pod wieloma względami bezpieczniejsze rozwiązanie w porównaniu od tradycyjnej bankowości, czyli chodzenia do placówek i stania w kolejkach.
Internet jest dziś na całym świecie podstawowym dobrem cywilizacyjnym (w Skandynawii dostęp do sieci zalicza się nawet do praw podstawowych). Niestety, Polska jeszcze nie należy do tego grona, stąd relatywnie niski stopień ubankowienia.